Feeling super! super! super! suicidal.
Maj 26, 2012
Mija kolejny dzień mojego długiego weekendu a ja, zgodnie z najgorszymi przewidywaniami nie zrobiłam NIC. Im więcej jest do zrobienia tym bardziej się zamartwiam, przy czym jednak nie robię niczego, żeby jakoś temu zaradzić. Miałam jechać do domu, później pomyślałam, że nie będę mogła się tam skupić, więc zostałam. A tutaj wcale nie jest jakoś lepiej. Nadmiar wolnego czasu mnie paraliżuje, nie wiem co z nim zrobić. Idę na zakupy, jedne, drugie, obejrzę jakiś film, ugotuję sobie obiad. I co dalej? Wszyscy albo pojechali do domu albo bawią się w rytmach disco polo na trwających w najlepsze juwenaliach mojego przybytku wiedzy (ha-ha). Ja… nie mam ochoty. Zresztą, nawet nie mam z kim. Z politowaniem patrzę na zdjęcia chyba wszystkich rodzajów alkoholi wystawionych na akademikowych stołach. A może trochę zazdroszczę znad moich notatek z anatomii… w piątkowy wieczór. Boję się, że zwariuję jak już skończę studia i nie będę do niczego zmuszona. Należę do ludzi, którzy lubią być sami, mam dużo pomysłów na to, co mogę robić sama ze sobą, ale te głupie myśli, te problemy, ten strach mnie wykańczają.
Boję się:
- praktycznego egzaminu z histologii,
- kończącego się roku akademickiego i braku jakichkolwiek planów na wakacje,
- tego, że nikt nie odezwie się do mnie przez najbliższe miesiące, bo mam tu tylko… znajomych. Dobrych, ale znajomych.
- jakichkolwiek deklaracji, w związku z trzymiesięczną rozłąką. Nie będziemy się widzieć trzy miesiące, więc szybko, szybko, zróbmy coś co rozjaśni sytuację.
Tak, najlepiej w jedną stronę… Tylko że ja zdecydowałam już dawno. W zupełnie inną. I jestem cholernym tchórzem, nie mogę zrobić kroku w żadną stronę a to mnie psychicznie wykańcza. Chyba jednak moim przeznaczeniem jest samotność. Kupię sobie maszynę do pisania, rower, lomo aparat i zamknę się w swoim depresyjnym świecie, gdzie nikt nie truje dupy pytaniami jak mija weekend/dzień/co robię i dlaczego akurat właśnie to. Muszę zrozumieć, że spędzanie czasu w swoim własnym towarzystwie wcale nie jest czymś patologicznym. A nawet jeśli jest to przynajmniej nikogo nie krzywdzi. Czasami myślę, że muszę być jednak cholernie silną osobą, bo to, co przeżywam jest najpewniej stanem okołodepresyjnym. Około, bo czasem jest okej, a częściej jestem zupełnie sama. We wszystkim. I wtedy jest chujowo.
Bardzo utożsamiam się z tą piosenką.
I wish I wasn’t such a narcissist
I wish I didn’t really kiss
The mirror when I’m on my own
Oh God, I’m gonna die alone
Adolescence didn’t make sense
The little loss of innocence
The ugliness of being a fool
Ain’t youth meant to be beautiful?
Stałam się uzależniona od pixlr-o-matic, thanx, Mary.


