Broken glass, broken hearts.
Maj 8, 2012
Wciąż pamiętam ten wieczór kiedy się poznaliśmy. Pamiętam nawet co miałeś na sobie, jaki blask miały Twoje oczy, co piłeś i ten zamknięty nie wiedzieć czemu lokal, którego i tak bym teraz nie znosiła.
Pomyślałam sobie wtedy, że może po raz pierwszy w życiu czeka mnie coś wyjątkowego. Później już tylko upewniałam się w przeczuciach, że nie może tak być, bo dobre się mnie nie trzyma, że nie wytrwamy nawet tych sześciu lat, że skończymy okropnie skłóceni albo oddalimy się od siebie na odległość nie do pokonania.
Wczoraj minęłam Cię na korytarzu i wszystko wróciło. To jak odprowadzałam Cię na autobus przez całe Aleje, jak udawałam że to nie mój podjeżdża właśnie na przystanek żeby przedłużyć czas choć o minutę, to jak żegnaliśmy się na przejściu dla pieszych przed feriami po tym jak ze trzy razy zapaliło się i zgasło zielone, to jak śpiewaliśmy Friday każdego tygodnia… I jeszcze wiele dobrych chwil. Wiem, że były też złe, dużo ich, może nawet więcej. Ale pamiętam każdy uśmiech rzucony mi przez stół w prosektorium, każdy palec w plecach, każde “bitch, please” i moje “it’s fuckin’ magic”. A dzisiaj Twój gówniany gust muzyczny pomógł mi rozwiązać test, bo wiedziałam kto to Olly Murs i New coś tam.
Bądź kim sobie chcesz.
Po prostu chcę Cię z powrotem.