Cichy odwieczerz
Czerwiec 5, 2010
Słońce. Takie słoneczne, piękne popołudnie. Tym piękniejsze, że oglądane przez idealnie czyste okno. Chcę wyjść. I wziąć ze sobą chemię. I nagle przypomina mi się czerwony stolik-ławka. I błękitne krzesełko do tego stolika przymocowane. Czerwony stolik, błękitne krzesełko. Pomalowane emalią, która odpadała co roku bardziej i bardziej i coraz mniej jej było wraz z każdą wiosną, aż w końcu Kasia była tak duża, że nie potrzebowała tak małego krzesełka i tak niskiej ławki. I obydwa zostały rozbite na kawałki przez dziadka bezlitosnym ostrzem siekiery. Błękitne krzesełko, czerwony stolik. Zawsze nierozłączne.
Tak jakoś…