Bad, bad, great, great. Czesław Śpiewa 19.03.2010
Marzec 19, 2010
Ten człowiek sprawia, że endorfiny rozpływają się po moim ciele, od stóp do głowy. I uderzają, dość mocno, nawet zbyt mocno. Było wspaniale. Trudno powiedzieć, czy bardziej podobał mi się śpiew (Pop song, Caesia&Ruben, W sam raz), czy taniec na Pożegnaniu małego wojownika (które jest tak genialne, że umrę w wyczekiwaniu na płytę!) czy może sama końcówka, na której – przysięgam wyglądałam jak idiotka. I mówiłam jak idiotka wszystko, co mi ślina przyniosła na język, żywo gestykulując ze szczególnym uwzględnieniem dotykania miejsca gdzie płuca są, a serca nie ma no ale o serce chodzi przecież, nie? I on wiedział chyba, bo mi potakiwał i się uśmiechał najładniej jak tylko można (chyba, że można ładniej, nie wnikam).
Podarowałam markera jako dar serca za trzy złote całe. Ale… on się zaraz nie wypisze, nie? i protekcjonalno-kumpelsko stuknął mnie pięścią w ramię, na co ja zareagowałam TAKĄ miną, że powiedział Nooo jakby chciał uspokoić moje skołatane, zmartwione serduszko i zaczął się śmiać. Oraz też mówiłam mu, że chodzę szczęśliwa przez cały tydzień (Napraaaawdę?), co było naprawdę głupie, głupie!
I jest “Dziękuję za dziś” na plakacie, moim szpanerskim, szafowym plakacie z akordeonem i smutnym chłopcem, takim jak w When mummy left daddy (!!!).
Czuję się jak idiotka. No ale mimo wszystko, chwilowo szczęśliwa idiotka. Z bolącą głową i snem na powiekach i uśmiechem na ustach i tym czymś w serduszku (Ty i ja, serduszka dwa, krucha blondynka zawsze na tak!), co sprawia, że w Łodzi zjawię się w kwietniu i będę jak te wszystkie groupies, albo właśnie nie jak one, bo ja po prostu patrzę. I rejestruję przepuszczając strumień przez moją świadomość. I patrzę też w oczy rozumnie. Albo prawie rozumnie z płomieniem w oczach. Nawet, jeśli mówi się do mikrofonu bez mikrofonu.
Mam na co czekać, dziękuję, tak bardzo dziękuję Ci, chłopcze (say that!) . Choć nie pamiętasz chwytów do Bottany play.
Hotel Agat!!! (Chciałabym tak być, joł, napalona osiemnastka).
Wiem, że to wszystko brzmi jak paplanina obsesyjnej fanki, ale ja… no… słaba jestem.