Hanie Solo, take me away from here.
Maj 18, 2012
Weekend w pustym mieszkaniu. Właściwie od wczoraj to siedzę, to snuję się po moim m3, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Zaczynam rozmawiać sama ze sobą, albo gadam z radiem. Nie mogę zebrać się do nauki, nie mogę zabrać się za siebie. Łazienka jeszcze nigdy nie była tak czysta, pranie tak regularne, obiady tak skomplikowane. Czuję, że mam zaległości we wszystkim, a terminy egzaminów wypadają zza zakrętu, jeden po drugim. Wracam, robię herbatę. I jestem w rozsypce. Mogę łazić po mieście w nieskończoność, byle tylko nie wracać i nie zostawać sama ze sobą, sama ze swoimi myślami. Mam chyba coś w rodzaju letniego załamania nerwowego, jako antypoda dla wszechogarniającego płaczu ze szczęścia i ekstazy przyrody. Śni mi się śmierć, śnią mi się wspomnienia. Głupota. Mówię, że nie mam czasu, a nie robię nic potrzebnego, koniecznego, dla kogokolwiek. Zresztą, jedyna osoba, która domagała się mojej obecności już chyba dała sobie spokój z tą zabawą (when a guy make a cake for you, then… what?). Jak można być tak cholernie zagubionym i czuć się tak bardzo nic nie wartym. Matura z chemii, której nawet nie widziałam na oczy, zasiała we mnie wątpliwość. A przecież wcale nie jest mi źle. Cholerne ambicje. Zaczynam się tu dusić. I bezmyślnie wpisuję w Google “weterynaria przenosiny SGGW/Wrocław”. A pomyśleć, że równo rok temu kończyłam matury. A w październiku w TAMTYM roku było to dla mnie zupełnie nowe miejsce. Tak mi się tu nudzi, tak mi się nic nie podoba. Codziennie Ci sami ludzie w autobusie, znam już na pamięć wszystkie płyty chodnikowe, wiem gdzie lepiej nie chodzić, wiem że tego kogoś tu nie ma. Albo wlecze się na żółwiu, bo wie, że nie wsiadłabym na rumaka (mój lęk wysokości). Zero wyzwań, zaściankowość, zanikające poczucie anonimowości. Nie mogę spędzić całego życia w jednym miejscu, muszę się gdzieś ruszyć, podjąć się czegoś, wypruć sobie żyły, bo jeśli osiądę na mieliźnie Bystrzycy (takie brudne coś nad brzegiem czego spaceruje się i udaje że jest fajnie) to chyba tu umrę i oddam się na pożarcie owczarkom niemieckim (z dysplazją).