When I die, cats get everything.
Marzec 29, 2012
Jeżeli roiliście sobie, że kiedy w waszym życiu ktoś się pojawi to wszystkie problemy znikną, śpieszę ze sprostowaniem – bzdura. Dopiero teraz zaczyna się zabawa.
Dlaczego się nie odzywa, ja się nie odezwę, to on powinien, czy aby nie za mało się stara, o co mu chodzi to najmniej poważne wątpliwości.
Czy jest sens zaczynać cokolwiek, czy nie lepiej udać, że mam wieczne przeziębienie, czy mam jakieś uczucia, jak zdefiniować to, co się ze mną dzieje kiedy się widzimy, czy ja w ogóle chcę czegokolwiek.
Boję się, że już nigdy się nie zakocham. Boję się, że będę szukać jednej osoby we wszystkich, które spotkam. Boję się, że czekając na mój ideał zestarzeję się i umrę w samotności, bo nikt nie sprosta wymaganiom. Albo, co gorsza, że będę z kimś tylko dlatego, żeby tak się nie stało…
Chcę kogoś, kto będzie chodził ze mną na spacery, najlepiej wieczorem, jadał pikniki nad rzeką, odprowadzał pod same drzwi albo czekał aż autobus do którego wsiadam odjedzie, pytał czy bezpiecznie dotarłam, jeździł ze mną na koncerty (bo oczywiście powinien słuchać tego co ja lub czegoś, co jestem w stanie znieść), na festiwale i będziemy mieszkać w namiocie i próbować zmieścić się w jednym śpiworze. Kogoś, kto będzie zabierał mnie na wycieczki, jeździł ze mną rowerem, wsiadał w pociąg do Gdziekolwiek, pojedzie ze mną do Francji, tak na własną rękę i tam będziemy siedzieć nad Sekwaną i pić wino i łazić po Paryżu tam gdzie nie dociera żadna wycieczka, oraz na Montmartre, bo tam jest cudnie i też do Włoch, i wszędzie gdzie tylko sobie wymarzymy. Kogoś, kto będzie nosił kraciaste koszule i swetry w renifery jak Mark Darcy, czytał mi na głos, albo czytał obok mnie, kiedy będzie padać i będzie buro, kto będzie polecał mi nową muzykę, może też grać na gitarze, robić zdjęcia, mieć pasję (koniecznie). Kogoś, kto będzie ambitny, będzie miał cele do których dąży za wszelką cenę i się nie poddaje. Kto przytuli, pocałuje w czoło, pogłaszcze po głowie. Kogoś, kto będzie chodził ze mną po górach i nocował w schroniskach, kupi mi kota, będzie lepszy od poduszki, zrobi śniadanie, pozwoli zrobić sobie obiad i upiec ciasto. Kto będzie staromodny i konserwatywny, ładnie pachniał, zawsze tymi samymi perfumami, będzie miał wiecznie potargane włosy, zadarty nos i zuchwałe, ironiczne poczucie humoru. Kupował czekoladę, kiedy będzie mi smutno, zimą siedział pod kocem z herbatą z malinami i cytryną, mówił że lubi mnie w sukienkach (pomijając moje brzydkie łydki), nie zabierał kołdry, położy moją głowę na swoich kolanach i pozwoli mi zasnąć w pociągu, z kogo będę dumna, kim będę się chwalić, kto będzie opowiadał mi historie, będzie ode mnie mądrzejszy, żebym mogła go podziwiać, kto będzie miał dobrą pamięć do dat i liczb, grał ze mną w badmintona, bo to jedyny sport jaki lubię, oglądał ze mną filmy i seriale, tłumaczył mi i wcale nie będzie się śmiał nad moją tępotą, kto będzie cierpliwy, wyrozumiały i stanowczy. Powie mi, że jestem najlepsza i najmądrzejsza, zabierze nad morze i będziemy chodzić po mokrym piasku a wiatr będzie urywał nam głowy. Kto będzie pisał mi listy, albo notatki albo zostawiał mi kartki w książkach. Kto nie będzie lubił rozmawiać przez telefon, pozwoli mi nosić swoje koszule, na święta przyjdzie do mnie i będziemy jeść pierniki, słuchać Cole’a Portera z winyli, pić kakao i leżeć na dywanie, z kim będę patrzeć w gwiazdy i kto będzie wiedział gdzie jest Wielki Wóz i wreszcie mnie nauczy, nosił na plecach, patrzył długo w oczy, pływał łódką, tańczył ze mną i się wygłupiał (jak w tym teledysku), trzymał za rękę, przeprowadzał przez ulicę jak dziecko, chodził ze mną na huśtawki.
Ta osoba już istnieje.
Chciałabym wierzyć, że gdzieś istnieje jeszcze jeden egzemplarz. Marzę o Tobie. Kimkolwiek jesteś. Ale wiem kim na pewno nie jesteś.