Powróciłam. Niespecjalnie wypoczęta, z kilkoma siniakami i boleśnie otartymi stopami. Nie przeczytałam więcej niż kilka stron, wcale nie jestem z tego dumna. Bo zastój spowodował, że przestałam mieć ochotę na rozmowy z książkami, chociażby na kilka kolejnych dni. Nadal maltretuję Kore Andrzeja Szczeklika i (nadal) jestem na połowie. Coś za coś. Mam zdjęcia z mego konającego aparatu (ich jakość także jest powalająca…).



