To-nie-jest-melancholijny-wpis.

Sierpień 21, 2010

Jesteś słodka, Kasiu…

Mówi Adam kładąc mi rękę na kolanie, Nie patrzę mu w oczy żeby nie umrzeć ze wstydu na tym taborecie… Mówi jeszcze dużo rzeczy do mnie, pyta czy wszystko w porządku pięćset razy dziennie, wyśpiewuje moje imię, uśmiecha się tak ładnie. I wyznaje, że bardzo ładnie mi w mokrych włosach, podczas gdy związuję je  w rozlatujący się warkocz… I trzyma mnie za rękę w ciemnościach, w zamian za co opatruję mu łokieć przy użyciu wody utlenionej. Wszystko to pasuje jak ulał do ckliwych historii, ale Adam to tylko przewodnik beskidzki z obrączką na palcu, który przyznaje się, że zawsze potrafił czarować dziewczyny, szkoda, że dopiero ostatniego dnia…

Cudowne, sielskie i anielskie dziewięć dni. Z plecakiem wciąż coraz lżejszym. 15o kilometrów o własnych siłach, na własnych nogach. Spanie pod namiotami trzy razy i prawie-picie cytrynówki w bazie na Lubaniu. Spanie w schroniskach razy trzy: pod Bereśnikiem (i picie fałszywej wódki w blasku ogniska), na Przehybie i Turbaczu. Gotowanie wszystkiego, tylko po to by w końcu okazało się pulpą, nawet jeśli miało to być spaghetti. Kąpiel w strumieniu. Siedzenie przy dźwiękach gitary powyższego przez pół nocy, choć nie gra on Czwartej nad ranem, za co nie lubię go a mogłabym jeszcze bardziej. Leżenie w trawie i przywoływanie snu. Bieganie w deszczu pośród trzaskających piorunów i śmiech do bólu z przemoczonego wszystkiego, co możliwe. Cygańskie obozowisko w schroniskowym pokoju. Granie w karty i robienie kanapek z Nutellą, bo miał je robić pierwszy, kto wejdzie do schroniska a pech chciał, że Adam przepuścił mnie w drzwiach. I robienie obiadu przez pierwszego kto zdejmie plecak na bazie. Rzucenie koszykiem z kiwi w twarz ostatnio wspomnianego. Znalezienie papierosów w paczce po Milka Lila stars za sklepem w Jaworkach i zaciesz roku. Kupowanie przeze mnie piwa wszystkim żywym. Grzaniec na Przechybie z goździkami osiadającymi na ściankach kufla. Legendarna Nestea, jak złoto. Piątak za łóżkiem znaleziony, choć I tak masz wszystko mokre. Agnes i jej legenda opowiadana przy ognisku. Powiernik papieru. I mityczna zrywka.

A to wszystko z Asią, która śmieje się przez całe życie, niezależnie od okoliczności i która sprzedałaby siebie za ciebie. Z Piotrkiem, ekspertem w każdej kategorii, który ma wszystko, co najlepsze i Kraków zna lepiej od smoka wawelskiego i zimnego Lecha razem wziętych. Z Tomkiem, który krzyczy Giń szmato, do pokrzyw, zabijając je kijkiem trekkingowym i gra na gitarze wtedy kiedy jestem w łazience i wpieprza się w błoto ostatnią parą suchych butów. I z Adamem, o którym powiedziałam już i tak za dużo, a który ma gitarę z odpadającym gryfem i lubi Lady Gagę i chodzi w skarpetkach i klapkach robiąc nam obciach na pół Słowacji i całą Polskę. I tak uroczo kręcą mu się włosy. Podobnie jak Tomkowi, który wstydzi się swoich loczków i szarpie je grzebieniem.

Kończy się to raczej zbyt szybko i nagle, kiedy zdaje sobie sprawę, że to już Kraków i Regionalny Dworzec Autobusowy, punkt wyjścia i wejścia i wszystkiego co na tym świecie. Martwieję w objęciach Adama dwa razy, raz kiedy żegna się ze wszystkimi a drugi raz gdy odprowadza mnie pod tablicę odjazdów, nie wiem po jaką cholerę, ale lubię sobie mówić, że po to by przytulić mnie po raz drugi… Kiedy widzę jego plecy oddalające się w tej czerwonej, przewodnickiej koszulce w której zobaczyłam go pierwszego dnia robi się nagle tak pusto i cicho wokół mnie.

Nikt nie zabierze mi tych dni.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.