Wróciłam. I boli mnie ząb. Fizycznie i psychicznie. To cud, że podczas tych dwóch tygodni nie udało mi się zaliczyć żadnego stanu okołodepresyjnego. Wszystkie swoje emocje wylałam oglądając łzawe rozpruwacze. Wczoraj kładąc się spać czułam się całkiem szczęśliwa, ale wiem, że zasypiając dzisiaj nastąpi rozładowanie wszystkiego, co się we mnie skumulowało. A trochę tego jest. B. i P. prawdopodobnie zamieszkają w jednym mieszkaniu, co oznacza, że nasze drogi ostatecznie się rozejdą. Albo i nie ostatecznie. Na pewno się NIE zejdą. Nie wiem nawet czy bym tego chciała, tak po prostu, mogłoby się coś zadziać, jakieś emocje. Ale już, koniec z tym. Trzeba się wreszcie ustawić do pionu. Tęsknię. Chcę. Czy to mój pech, do poznawania nieodpowiednich ludzi i znajdowania się w nieodpowiednich miejscach czy to mój bagaż życiowy, który wożę ze sobą z miejsca na miejsce i już nigdy się od niego nie uwolnię?

 

Him: Jade
Her: Alexander
Him: Do you remember that day you fell outta my window?
Her: I sure do, you came jumping out after me.
Him: Well, you fell on the concrete, nearly broke your ass, you were bleeding all over the place and I rushed you out to the hospital, you remember that?
Her: Yes I do.
Him: Well there’s something I never told you about that night.
Her: What didn’t you tell me?
Him: While you were sitting in the backseat smoking a cigarette you thought was gonna be your last, I was falling deep, deeply in love with you, and I never told you til just now.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.